Trening po szosie. Piękna pogoda, delikatny wiaterek wszystko OK, gdyby nie kapeć złapany w Pierzchnicy. Udało się zamówić transport, więc nie musiałem prowadzić do domu. Mam nadzieję, że zła passa się już kończy, bo póki co średnio raz na tydzień wracam do domu nie piechotę.
Dzisiaj pechowy trening i pierwsze w tym sezonie prowadzenie roweru z buta (przez 5 km, ale tego nie wpisuję w statystyki). Hubert proponował asfalt przez telefon, ale mi się zachciało poszaleć w terenie. Początkowo zapowiadało się fajnie, ciepło, sucho i znaleziony nowy szybki zjazd.
Po znalezieniu kilku nowych ścieżek postanowiłem potrenować trochę technikę i zaliczyć kilka ostrych zjazdów i trawersów na zboczu. Szybkie wniesienie roweru na stromą górkę, jazda i bum, trach. Wielki badyl wpadł w koło wkręcił się w łańcuch i zerwał hak od przerzutki.
Winowajca wraz z poszkodowanym:
Teraz nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, jutro szybko do sklepu po nowy hak i dalej trzeba trenować.
Trening w terenie. Planowałem dłużej, ale wpadłem w wodę po kostki i uciekłem do domu się ogrzać, bo choroba na miesiąc przed startem nie była by mile widziana. Lubię jazdę w błocie, ale jednak nie przy odczuwalnej 1*C.
Zawodnik amatorskiego teamu: AFOR ADVENTURE PARK MTB TEAM.
W maratonach startuję 3 sezon. Można mnie spotkać na ŚLR.
Obecnie trwają przygotowania do sezonu 2012.